Historia nieudanej randki


Z randkami bywa różnie. Są takie na które prawie wcale się nie nastawiasz, umawiasz się tak po prostu na ławce w parku a potem okazuje się, że zaczyna okropnie lać i musicie chować się gdziekolwiek, ale i tak jest miło bo rozmowa idzie gładko. Ale są też mniej przyjemne spotkania...

Randka o której piszę odbyła się jakieś dwa lata temu w czasie gdy po zerwaniu z chłopakiem marudziłam i ktoś mądry uznał, że już pora umówić mnie z jakimś gościem na spotkanie żebym marudziła mniej. Po dłuższej chwili protestu postanowiłam się zgodzić. Z opowiadań chlopak wydawał się miły więc pomyślałam, że czemu by nie spróbować? Jako że była to moja pierwsza, pierwsza randka od paru lat, postanowiłam starannie się do niej przygotować: fryzura, makijaż, ciuchy. Po spędzeniu godzin przed lustrem pojechałam na spotkanie. I tutaj zaczyna się cała zabawa. Zaraz po przyjeździe na miejsce zobaczyłam chłopaka który liczył może 175 cm wzrostu, miał perfidnie rude włosy i - co dobiło mnie najbardziej - był ubrany w dres. Mimo wszystko podeszłam bliżej i randka się zaczęła (dzisiaj myślę, że mogłam nie podchodzić).
Po dłuższej chwili usłyszałam pierwszy komplement: "W sumie to masz spoko twarz." Yyy, dziękuję? Potem cisza. Długa cisza. Jeszcze dłuższa cisza. Potem faktycznie chwilę rozmawialiśmy i po zamówieniu kawy przeszliśmy się po pobliskim parku. Po paru minutach spaceru przy jakiejś ławce usłyszałam z jego ust jedno zdanie, które pamiętam do dzisiaj: "Możemy posiedzieć tutaj? Nie mogę dalej iść bo mi stanął." Nie, nie skomentuję tego. Po prostu...nie. Ale ja głupia uznałam, że ok usiądzieny i w myślach dałam mu jeszcze jedną szanse. Stracił ją ze dwie minuty później kiedy to zapytał czy nie ma tu jakiegoś lasu żebym mogła mu "pomóc z problemem". 
Po powrocie do domu napisałam bardzo ciepłego SMSa z podziękowaniami do osoby która mnie z nim umówiła i tak zakończyłam swoją przygode z randkami na kolejny rok.
A jak było u Was? Też mieliście jakieś mało udane randki? Jeśli tak piszcie w komentarzu! 



6 komentarzy:

  1. Hahaha, ale trauma do końca życia! Współczuję!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojeny.... normalnie szkoda słów, że tacy faceci istnieją. Nie przejmuj się kochana... takiego znajomego za "super randkę" kopnęłabym w zadek. :P
    http://szigitanyshow.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejuu.. nawet nie wiesz jak Ci współczuję :D Trauma musiała być ;) Ja po czymś takim zniechęciłabym się na znaaacznie dłuższy czas ;)

    booksureourworld.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Matkoooooo 😱 co za typ???? Szkoda gadać. Ja bym wolała nie pamiętać mojej nieudanej randki. Normalne porażka to była przez duże P.

    www.kasinyswiat.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Muszę przyznać, że ja też byłem w życiu na kilku nieudanych randkach, rozumiem więc Twoje rozczarowanie. Bardzo pomogła mi natomiast szkoła podrywu, do której zapisałem się wraz z kumplem. Muszę przyznać, że te zajęcia bardzo nas ośmieliły, nauczyliśmy się również tego czego oczekują od nas kobiety. Od tego czasu moje randki są znacznie bardziej udane. ;)

    OdpowiedzUsuń