Zastanawiacie się czym jest nerwica natręctw? Myślę, że każdy z nas gdzieś o niej słyszał i wie o niej mniej, lub więcej. Ja gdy o niej myślę, przed oczami mam tych wszystkich aktorów, którzy grali zabawnych i do przesady dbających o czystość przestępców czy detektywów.
Na przykład taki Detektyw Monk. No bo któż nie widział tego serialu? I kto choć raz się przy nim nie zaśmiał? (Jeśli nie widzieliście, polecam nadrobić zaległości) Ja sama, będąc wtedy małą dziewczynką oglądałam ten serial razem z siostrą i śmiałam się z tego jak ten detektyw jest „świrnięty”. Przesadnie dbał o czystość, bał się zarazków i wykonywał mnóstwo irracjonalnych czynności. Ogólnie rzecz ujmując , zabawny dziwak.
A teraz dorosłam i okazało się, że w pewnym stopniu sama z roku na rok stawałam się bohaterem, którego kilka lat wcześniej uważałam za zabawnego świra. Ale zaczęło się to dużo wcześniej i dosyć niewinnie. Mianowicie w wieku sześciu, może siedmiu lat nie byłam w stanie usnąć zanim dobrze nie ułożyłam poduszki. Powiecie „Nic dziwnego, każdemu zdarza się tak robić!” Problem w tym, że ja robiłam to każdej nocy mniej więcej 30 razy zanim udało mi się spokojnie zasnąć. To doprowadzało do szału moją mamę, która w tym czasie spała w tym samym pokoju ale nikt nie uznał tego za początki choroby. Ot, lekkie dziwactwo, które minie z wiekiem.
Otóż nie minęło. Przeistoczyło się i nabrało nieco innej formy. Dalej poprawiałam poduszki po kilkanaście razy a do tego doszło jeszcze układanie kołdry w odpowiedni sposób. Potem pojawiły się inne „dziwactwa” takie jak; układanie wszystkiego równo na brzegu biurka, idealny porządek w szufladzie albo układanie kubków na kawę i herbatę w odpowiedniej kolejności. I broń Panie Boże, żeby ktoś spróbował cokolwiek pozmieniać! Wystarczy, że ktoś przesunie coś o centymetr a ja to widzę i doprowadza mnie to do szaleństwa, szczególnie jeśli z jakiegoś powodu nie mogę tego poprawić. A gdy już wezmę się za poprawianie, robię to tak długo aż nie uznam, że jest idealnie. Dopiero wtedy się uspokajam i skupić myśli na innych rzeczach.
Są też dni w których jest naprawdę źle. Zazwyczaj gdy mocniej się denerwuję, dopada mnie stres albo po prostu nie umiem sobie z czymś poradzić. Wtedy chcę wyczyścić cały swój pokój i nie chodzi tutaj o zwykłe sprzątanie. Mam chęć wywalić z niego wszystkie meble i pozrywać plakaty ze ścian a dopiero potem sprzątać tak długo aż nie będzie czysto. Do tego dochodzą destrukcyjne myśli, które nie skupiają się już tylko na czystości. Staję się drażliwa i często agresywna.
Jeśli chodzi o funkcjonowanie w społeczeństwie uwierzcie, że raczej nikt z moich znajomych nie wie, że zmagam się z tego typu dolegliwościami. Czasami zdarza mi się czyścić ławkę w szkole, czy układać na niej rzeczy idealnie na brzegu ale na to raczej nikt nie zwraca uwagi. Ja sama staram się ograniczać tego typu zachowania gdy przebywam w większym gronie. Do dziś pamiętam, że będąc na wycieczkach szkolnych nie poprawiałam poduszek ani koców a potem, gdy już wróciłam do domu po tygodniu, oddychałam z ulgą i robiłam to dwa razy dłużej niż zazwyczaj.
Bardzo długo nie wiedziałam też, że to co sprawia mi powtarzać te dziwne czynności to choroba. Podejrzewałam, że może.. ale nigdy nie miałam odwagi by powiedzieć o tym głośno bo traktowałam to jako wstydliwy sekret, który po wyjściu na jaw sprawi, że ludzie będą na mnie tylko dziwnie patrzeć. Dopiero niedawno odważyłam się o tym porozmawiać z lekarzem. Dopiero wtedy, zrozumiałam też, że z takimi zachowaniami trzeba walczyć. Bo choć z pozoru wydają się one dla chorego ucieczką od stresu albo innych problemów, tylko nakręcają one całą spiralę stresu i w pewnej chwili, chory znajduje się w pułapce swoich własnych, pozornie niegroźnych przyzwyczajeń.

Wow, brawo za wyznanie i podzielenie się. Nie jest to łatwa sprawa. Ja też mam trochę tak z tą poduszką od zawsze... zanim zasnę poprawiam kilkanaście razy, a jak nie jestem u siebie to cięzko w ogóle mi zasnąć. Taką nerwicę leczy się psychoterapią ?
OdpowiedzUsuńTak, w takim przypadku bardzo ważna jest terapia i stopniowe uświadamianie choremu, że bez tego typu zachowań też można funkcjonować. Czasami lekarz przepisuje również leki żeby złagodzić objawi choroby.
UsuńNiestety tez mam z tym problem i czasem bywa na prawdę ciężko :/ dlatego rozumiem Cię w 100%. Piszesz ze da sie z tym walczyć ale w jaki sposób?
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Kiedy napisałam, że z tym trzeba walczyć, chodziło mi o zgłoszenie się do specjalisty. Jeśli masz tego typu objawy i w pewnym stopniu przeszkadza Ci to w normalnym funkcjonowaniu to skontaktowanie się z lekarzem jest jak najbardziej na miejscu. Do psychiatra musi przeprowadzić wywiad i właściwie zdjagnozować zaburzenie a potem ewentualnie ustawić leczenie. To co napisałam we wpisie to tylko i wyłącznie moje doświadczenie.
UsuńRównież pozdrawiam :)
Ja tak miałam w dzieciństwie, a z wiekiem na szczęście minęło, zwyczaj po zwyczaju i teraz mi czasami jakieś szczątkowe jeszcze zostały, ale to rzadko uff. Życzę,żeby Tobie też minęło^^
OdpowiedzUsuńMiałam taki okres w życiu, że też miałam bzika na punkcie porządku. Całe szczęście przeszło mi samo z siebie. Teraz jestem po prostu przyzwyczajona do utrzymywania porządku przy zdrowym zachowaniu poczucia estetyki :) Cieszę się, że nie jest to przesadne jak kiedyś.
OdpowiedzUsuńNapisanie o swojej przypadłośći wymaga odwagi. Fajnie, że się na nią zebrałaś, bo to inspiruje :) Zajrzyj czasem do mnie. Może znajdziesz jakieś pomocne posty :)
OdpowiedzUsuńhttps://szaman.biz
Ech, wyobrażam sobie, jaki to musi być koszmar. I szacun, że miałaś odwagę, by podzielić się z nami swoją historią.
OdpowiedzUsuńjest to coś naprawdę strasznego, zmagam się już trochę z tym;/
OdpowiedzUsuńCiekawe, przyjemnie się czytało :)
OdpowiedzUsuńna szczęście nie mam nerwicy natręctw ale domyślam się, jak to działa
OdpowiedzUsuńU mojego brata zdiagnozowano kilka lat temu nerwicę... Doskonale pamiętam jak bardzo męczył się on z codziennymi czynnościami oraz normalnym funkcjonowaniem w społeczeństwie. W walce z chorobą pomógł mu dobry psycholog z Poznania, który specjalizuje się w terapiach indywidualnych. Długoterminowa terapia sprawiła, że Kamil może wreszcie cieszyć się życiem, zrozumienie ze strony psychologa bardzo pozytywnie wpłynęło na jego kondycję psychiczną.
OdpowiedzUsuńŚwietnie napisany artykuł.
OdpowiedzUsuńŚwietnie napisany artykuł. Mam nadzieję, że będzie ich więcej.
OdpowiedzUsuńBardzo fajnie napisany artykuł. Jestem pod wrażeniem.
OdpowiedzUsuń