Siła miłości czy siła przyzwyczajenia?

Pewnie jeszcze o tym nie wiecie ale za kilka tygodni wybieram się na ślub. I to właśnie z tej okazji zaczęłam zastanawiać się nad tym co skłania ludzi do tego by wiązać się ze sobą (nie koniecznie wkładając sobie na palec obrączkę) a przede wszystkim co sprawia, że po wielu latach tak intensywnej znajomości nadal ze sobą są. 

Gdybym była niepoprawną romantyczką, pewnie odpowiedziałabym, że na pewno w tym wszystkim chodzi o miłość i żar niegasnącego mimo upływu lat uczucia. Pech chciał, że do tak wielkiej romantyki jednak mi daleko. Dlatego usiadłam i zaczęłam myśleć a na myśl przychodziło mi wiele par, które miałam okazję poznać w swoim życiu. 
Biorąc pod uwagę osoby z mojego najbliższego otoczenia już dawno powinnam przestać wierzyć, że jakakolwiek miłość na tym świecie istnieje. Gdy uważniej posłuchałam kilku osób, usłyszałam tylko takie słowa jak „Jestem w tym związku za długo.” , „To wszystko mnie przerosło i mam już jego/ jej dosyć.”. Często słyszałam jak ci ludzie po prostu rezygnują i nie mają siły walczyć dalej o swój związek. Ale mimo że praktycznie wszystko się między nimi wypaliło, że kłótnie zajmują im więcej czasu niż normalna rozmowa a życie ze sobą bardziej męczy niż powinno, żadna z tych osób nie jest w stanie przerwać danego związku.
Zadałam sobie (i im również) pytanie dlaczego tego nie robią. Usłyszałam, że to jakoś tak głupio po tylu latach zerwać z kimś kogo znamy tak dobrze, że jednak przywykli już do rutyny i do tego, że ta osoba jest gdzieś w ich życiu. Niektórzy boją się po prostu samotności dlatego jestem przekonana, że za kilka lat wylądują przed ołtarzem z osobą do której już nie czują niczego poza szczerą sympatią. 
Pytanie tylko czy warto tkwić w tego typu związkach?  Najczęściej tylko po to by kogoś mieć. Czy warto planować wspólną przyszłość z kimś, na kogo już teraz nie możemy patrzeć i kompletnie nie wyobrażamy sobie tego by budzić się przy tym kimś w jednym łóżku do końca swoich dni? Moim zdaniem to bardzo wyszukany rodzaj znęcania się nad samym sobą. A może nie tylko nad samym sobą. Nie zapominajmy, że związek to dwie osoby. Skoro już teraz coś nie jest tak jak powinno i nie jesteśmy w stanie w żaden sposób tego naprawić – często mimo usilnych prób – może lepiej będzie w zgodzie się rozstać niż czekać bo może coś się polepszy? 
A może jednak siła przyzwyczajenia i poczucie wygody jest po prostu zbyt silne?
Jestem ciekawa jakie jest Wasze zdanie na ten temat. Dajcie znać w komentarzach. 

14 komentarzy:

  1. Ciekawe... Ja jestem w udanym związku już 6 lat, jesteśmy zaręczeni i gdybym teraz miała szukać drugiej połówki z jakiegokolwiek powodu... Nie potrafiłabym, chyba za bardzo przyzwyczaiłam się do partnera i jest nam po prostu razem dobrze. Ciekawy tekst :)
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie,
    www.wydru.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajny tekst. Ja jestem po dwóch ślubach i nadal się zastanawiam po co mi to (tylko ciii, żeby żona nie słyszała :) ). Tak serio? Jesteśmy chyba tak zaprogramowani po prostu, że musimy mieć tego kogoś obok siebie. Pozdrawiam

    http://poczytaj.com.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyzwyczajenie i strach przed samotnością. Bo skoro jestem x lat zcłowiekiem, to już go znam, niczym mnie nie zaskoczy. No i wspólne zobowiązania finansowo-mieszkaniowe. Często by wynająć samemu mieszkanie w dużym mieście, trzeba zarabiać kokosy - np.w Katowicach kawalerki chodzą po 1500 zł w górę. Zarabiając najniższą krajową, samemu wyżycie jest nierealne.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wierzę, że podstawą naszej egzystencji jest szeroko rozumiany rozwój wewnętrzny. Związki czy inne relacje z ludźmi temu właśnie powinny służyć - wzajemnemu rozwojowi, nauce. Jeśli tego nie ma, to tkwienie w takich relacjach na siłę mija się z sensem.

    OdpowiedzUsuń
  5. W sumie nie zastanawialam się nad tym.. Jestem z moim partnerem prawie trzy lata i ciężko mi teraz sobie wyobrazić ze miałoby go w moim życiu zabraknąć. :)

    paraspokoj.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem w stałym związku jak to mój luby mówi "w kij", czyli zaraz stuknie 4 lata :) Jak na razie wszystko śmiga i walczymy <3

    OdpowiedzUsuń
  7. My się z mężem poznaliśmy 8 lat temu, zaczęliśmy się spotykać 5 lat, ale tylko od czasu do czasu. Parą byliśmy 3 lata temu, narzeczonymi półtora roku i pół roku małżeństwem. Ani razu się nie pokłóciliśmy, a jak już są jakieś problemy to wspólnie rozwiązujemy. Pielęgnujemy nasze uczucie. Spędzamy jak najwięcej czasu razem. Ciężko było by mi sobie wyobrazić z kimś innym.
    Pozdrawiam i zapraszam
    https://designyourhappylife.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Cóż. Ja swojego chłopaka poznałam pod koniec czerwca 2012 roku. Na początku sierpnia zaczęliśmy być ze sobą. Pamiętam te spotkania, przeciwności losu. Wzloty i upadki - raz prawie się rozstaliśmy. Teraz w sierpniu, będzie 6 lat, odkąd jesteśmy razem. Nie raz na głos się zastanawiamy, co w sobie widzimy. Miłość to silne uczucie. I przywiązanie, rutyna też. Nie ma już tak silnych motylków w brzuchu jak na początku. Teraz wiem, że czekają na mnie jego silne ramiona w których czuję się dobrze. W których zapominam w mig o wszystkim. Jest mi z nim dobrze i jemu ze mną też.
    Kłótnie pojawiają się nie raz, ale zawsze jakoś je łagodzimy. Znajdujemy nić porozumienia. Nie raz w nocy zastanawiam się, co by było, gdybyśmy się rozstali - tego uczucia nie łatwo jest się pozbyć bowiem dostaję tak ogromnego skurczu, bólu całego ciała, że tego nie da się opisać. Mimo wszystko kocham go i nie wyobrażam sobie bez niego życia. Tak, przyzwyczajenie to nic złego, jeśli nadal w sercach jest miłość do drugiej osoby.

    OdpowiedzUsuń
  9. ja na szczęście z mojego związku jestem zadowolona. Jak coś się psuje - razem nad tym pracujemy i jest lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Czasami jest tak, że ludzie są ze sobą z przyzwyczajenia. Dotyczy to bardzo wielu małżeństw starej daty. (Niech nikogo nie zwiodą popularne memy mówiące o tym, jak to kiedyś związki były szczęśliwe!). Ale czasem jest tak, że ludzie poznają się, zakochują i chcą być ze sobą. Potem nawet jeśli już ogień przygasa, to jednak ludzie uważają, że z nikim nie będzie im lepiej, są szczęśliwi z powodu różnych drobnych rzeczy, jakie przeżywają na co dzień i nie wyobrażają sobie, żeby nagle rzucić to wszystko dla jakiejś chwilowej przygody. Co z tego, że przez chwilę będzie przyjemnie (a może i nie), skoro potem będą wyrzuty sumienia i wszystko ulegnie zniszczeniu z dnia na dzień?

    OdpowiedzUsuń
  11. Jestem w związku 8 lat i planujemy ślub. Jestem osobą, dla której przede wszystkim najważniejszy jest związek z samą sobą, to jak traktujemy samych siebie, czy realizujemy swoje pasje, czy mamy wystarczająco dużo czasu dla siebie itd. Dlatego w wyborze partnera decydowała przede wszystkim zgodność charakterów. Opinia, że przeciwieństwa się przyciągają jest mocno naciągana, według mnie. Prędzej, czy później te przeciwieństwa zaczną odpychać i dwoje ludzi idzie w swoją stronę, nie mogąc ze sobą wytrzymać. U mnie każde z nas od początku miało swój świat ale też mnóstwo wspólnych zainteresowań i te same poglądy na życie. Dla mnie jest to klucz do udanego związku przy starcie ale po kilku latach trzeba sobie przypominać co nas łączy. Oczywiście miłość jest nadal ale w takiej zwykłej szarej codzienności, trzeba pamiętać o romantyzmie, o bliskości i o tym, że jak decydujemy się z kimś być na dobre i złe, to trzeba stać przy tej decyzji, bo koniec końców, to co nas połączyło jest prawdziwe.

    OdpowiedzUsuń
  12. Hmm... wydaje mi się, że masz poniekąd rację - męczenie się i bycie ze sobą na siłę to głupota. Z drugiej jednak strony to nie zawsze chodzi o przyzwyczajenie. Ja sama niewiele wiem o miłości, może żyję złudzeniami, ale mimo to wydaje mi się, ba jestem pewna, że jest na tym świecie też sporo ludzi, którzy są ze sobą z miłości a nie przyzwyczajenia. Że istnieje coś takiego jak przeznaczenie i ono łączy ludzi na zawsze... Pewnie kiedyś w końcu weryfikuję swoje przypuszczenia na własnej skórze. Obym nie zmieniła zdania ;)


    https://zakatek-marzycielki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Ciekawy temat poruszyłaś. Jeśli ktoś tak mówi jak piszesz, że np. "za długo jest z tą osobą" to również nie rozumiem po co z nią jest. Ok, zgodzę się że miłość to nie tylko motylki w brzuchu i idealizowanie drugiej osoby, ale także te gorsze chwile które trzeba przetrwać. W każdym związku zdarzają się kryzysy i gorsze chwile. Moim zdaniem lepiej jeśli ludzie starają się coś naprawić niż od razu zostawiają. Nie rozumiem (tak jak Ty) tego, że ktoś jest z kimś bo "tak", bo jest "już długo i tak głupio". Dla mnie to jest bez sensu. Związek powinien być czymś co nam pomaga w życiu i daje spokój, a nie ciągłe nerwy i wkurzenie na osobę, której może już po jakimś czasie nawet nie lubimy.

    malgorzatt.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. najważniejsze jest aby wspierać się w trudnych chwilach i być ze sobą mimo ciężkich chwil;)

    OdpowiedzUsuń