Dziś przeniesiemy się na chwilę do słonecznych Włoch. Poznamy tam wybitnego pisarza, kobietę, która bardzo chce odmienić swoje dotychczasowe życie oraz zakonnicę żyjącą w XVI wieku. I choć brzmi to mało prawdopodobnie, jest coś, co tych wszystkich ludzi ze sobą łączy.
Pozwólcie, że jako pierwszą zaprezentuję Wam Abelie. To kobieta, która swoje dzieciństwo spędziła w zakonie, wychowana przez zakonnice. Gdy skończyła osiemnaście lat, niejako w spadku po nieżyjącej matce, otrzymuje ona księgę, która jak później się okaże, jest powodem wielu zawirowań w jej życiu. Mimo kilku przelotnych miłostek kobieta nie ma szczęścia w miłości. Wszyscy mężczyźni, których poznaje, są z nią jedynie po to by położyć swoje ręce na księdze a jej późniejsze małżeństwo kończy się rozwodem. Dlatego też, Abelie postanawia skupić się na tym co kocha najbardziej – na pisaniu. Szczęśliwym trafem udaje jej się dostać pracę na stanowisku asystentki wybitnej sławy pisarza, którego od dawna uwielbia. To zaś pozwala jej poznawać tajniki tego zawodu, jak i w chwilach wolnych zająć się pisaniem własnej powieści.
Paolo to wyżej już przeze mnie wymieniony pisarz wielkiej klasy, którego dzieła są cenione w całym kraju. Jego życie osobiste układa się jednak równie kolorowo co życie Abelie. Mimo, że jest żonaty od lat, nie mieszka z żoną a jedynie się z nią widuje. Sam wydaje się pogodzony ze swym losem i zamiast na miłości skupia się na swojej pracy. Tym razem w planach ma napisanie książki o Teresie, XVI wiecznej przeoryszy.
I właśnie tutaj pojawia się Teresa. Zakonnica, która żyła naprawdę i która wielokrotnie przewidywała, że zostanie o niej napisana księga. Zakonnica, która wplątała się w dziwnego rodzaju romans ze swoim spowiednikiem i ta sama zakonnica, która napisała księgę, tak istotną i ważną w tej powieści, że przez większość czasu występuje ona chyba jedynie w tytule książki.
Jeśli chodzi o gatunek tej opowieści to jest ona hucznie reklamowana jako – tutaj cytat; „Więcej niż thriller! Książka jakiej w Polsce jeszcze nie było!” I muszę powiedzieć, że czytając samą notkę prasową dotyczącą tej książki miałam mieszane uczucia ale uznałam, że może to być coś naprawdę ciekawego.
Och, jak wielki był mój błąd!
Zacznijmy od tego , że samo nazwanie tej książki thrillerem to wielkie nadużycie. Tej książce zdecydowanie bliżej do powieści obyczajowej i przedstawiona w takiej formie, jest nawet całkiem zjadliwa. Jeśli jednak od początku nastawicie się, że ta książka kryje w sobie wielkie tajemnice a fabuła wciągnie was od pierwszych stron, to możecie bardzo mocno się rozczarować. Wszystkie wątki, które miały szansę choć odrobinę zbliżyć to dzieło do formy w jakiej jest reklamowane, zostały potraktowane bardzo pobieżnie. W rezultacie thriller zamienił się w coś co przypomina literaturę obyczajową pomieszaną z romansem niskich lotów.
Same wypowiedzi postaci czasami są tak nierealne, że czytanie ich aż boli. Po prostu wiesz, że ludzie tak ze sobą nie rozmawiają. A potem nagle pojawia się Teresa, wiek XVI i dialog wygląda prawie tak samo jak w momencie gdy czytamy wypowiedzi, chociażby Abelie żyjącej w XXI wieku. Dlaczego? Dlaczego, chcąc pisać o XVI wieku autor nie był w stanie, trochę bardziej poszperać i dowiedzieć się jak naprawdę mogły wtedy wyglądać dialogi międzyludzkie? To naprawdę nie boli!
Samo to jak pisarz przedstawia nam wydarzenia dotykające postaci też często nasuwa nam pytanie „Czy to naprawdę mogło się wydarzyć?” , „Czy w rzeczywistości też poszłoby tak łatwo?” Absolutnie nie! Cała ta książka jest jakby pisana po łebkach, bez wgłębiania się w jakikolwiek wątek na dłużej niż jeden lub dwa rozdziały.
A gdyby tego było nam za mało, znajdziemy tam dodatkowo wiele nawiązań do religii w różnym wydaniu. I szczerze powiem, że uważałam, iż akurat w przypadku tego konkretnego tematu, rozważania religijne niejako urozmaicą całą historię. Ale to jak bardzo autor chciał się w pewnym momencie zamienić w Paulo Coelho, naprawdę raziło w oczy.
Osobiście uważam, że autor mocno miną się ze swoim powołaniem jeśli chodzi o gatunek w którym powinien pisać swoje książki. Myślę, że po przekształceniu tego w coś „lżejszego”, wszystkie te niedociągnięcia o wiele mniej bolałyby czytelnika. Jeśli jednak mam ocenić „Trzecią księgę” w kategorii thriller to moim zdaniem, czytanie jej jest marnowaniem swojego czasu. Jednocześnie muszę przyznać, że piszę to z prawdziwym smutkiem bo sam temat – gdyby tylko bardziej się do niego przyłożyć – ma w sobie ogromny potencjał i naprawdę ta historia miała szansę stać się książką jakiej w naszym kraju jeszcze nie było.
Niestety, tym razem to się nie udało.


Fajna okładka i tytuł przyciągający. Wielka szkoda, że tak słabo wypadła. Cieszę się, że do Ciebie trafiłam akurat na tą recenzję. Wiem co omijać szerokim łukiem. Cóż... nie wszystkie książki bywają dobrze napisane. Brawo dla Ciebie za szczerość. Niektórzy nawet nie czytają książek, piszą same pozytywy, reklamują wydawnictwa aby te znów im coś podsyłały - Januszowanie i Grażynowanie czasami razi w oczy. U Ciebie to jest całkiem inaczej i to się ceni. Brawo Ty! :) Pozdrawiam i zapraszam do mnie: https://lamliwypaznokiec.blogspot.com/2018/10/kolorowy-ptak-ktory-sprawi-mi-ogrom.html
OdpowiedzUsuńOj, zdecydowanie odpuszczam.
OdpowiedzUsuńSzkoda, bo rzeczywiście książka miała wielki potencjał. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńPozwolę sobie ominąć tę książkę szerokim łukiem, jednocześnie szkoda, że jak wspominasz zmarnowano taki temat.
OdpowiedzUsuńKsiążki jak narkotyk
Świetna, szczera recenzja. Dzięki takim wpisom omijam szerokim łukiem książki, które kusząc okładkami i porywającymi opisami na okładkach, nie prezentują sobą wiele jeśli chodzi o treść i styl. Pozwolę sobie zaglądać częściej, pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńBardzo surowa recenzja :) Mnie się książkę czytało dobrze i doceniam chęci autora - historia naprawdę oyginalna! :)
OdpowiedzUsuńOryginalna na pewno, po prostu uważam, że dużo wątków można było poprowadzić o wiele lepiej i dokładniej. Jednak wiem, że są osoby, którym ta książka przypadnie do gustu :)
UsuńMyślałam, ze bedzie lepsza...
OdpowiedzUsuń